Fundacja PraskDesign zajmuje się wspieraniem młodych polskich projektantów. Organizator konkursu DesignY.

Home Wywiad Reinkarnacja, czyli sposób na design Michała Koziołka

Reinkarnacja, czyli sposób na design Michała Koziołka

SHARE
, / 1107 0

DSC_0403

Grzegorz Mikosza: Zbudować samochód, to chyba marzenie każdego chłopaka, ale tak naprawdę, realizuje je niewielu z nas. Większość osób, żeby spełnić to marzenie, zapewne musiałoby ubiegać się o staże czy pracę u międzynarodowych producentów samochodów. A Ty poszedłeś drogą pod prąd i praktycznie zbudowałeś swój samochód od zera. Powiedz jak realizować marzenia małego chłopca?

Michał Koziołek: Rzeczywiście, złamałem określone standardy i zacząłem wszystko tak jakby od tyłu. W Polsce i na Świecie, jest tak, że najpierw znajdujesz w sobie pasję (w moim przypadku było to rysowanie samochodów), następnie zaczynasz się kształcić w tym kierunku, idziesz na studia. Później bierzesz udział w jakimś prestiżowym konkursie i może uda Ci się w nim wygrać. Wtedy masz szansę, żeby taka firma jak Audi cię zauważyła. Tam startujesz od stażu a po wielu latach, tak gdzieś po czterdziestce, (śmiech) dopiero zaczynasz projektować samochody. Ja pomyślałem, że chcę iść inną drogą, może bardziej ryzykowną. Chciałem zaprojektować samochód, i go samemu zbudować. Teraz wiem, że to jest bardzo ciężka droga, na której jest więcej problemów niż prostych kwestii. Kosztowało mnie to bardzo dużo ciężkiej pracy i wiele wyrzeczeń. Moi znajomi chodzili na piwo, a ja kombinowałem jak rozwiązać jakiś problem. Czasami słyszę: „Michał, przecież robisz to z pasji, więc to cię na pewno nie męczy”. Ale prawda jest taka, że męczy a czasem nawet bardzo. Jedno wiem, warto próbować i realizować swoje marzenia. Ja miałem marzenie, żeby zobaczyć swój samochód na ulicy.

GM: To, kiedy zacząłeś projekt New Warsaw?

MK: Miałem mnóstwo pomysłów, a projekt Syrenki w 2012 roku na Euro, który robiłem z kolegą z Gdańska udowodnił mi, że jestem w stanie zrobić coś więcej. Syrenka, co prawda była zbudowana od podstaw, szersza i większa, ale dalej wyglądała trochę jak… stara Syrenka. A ja chciałem zbudować coś super luksusowego, nowoczesnego, ale nawiązującego do starej motoryzacji. No i wybór padł na Warszawę. To było prawdziwe wyzwanie. Design Warszawy, był znany na całym świecie (w Australii, jako Holden, w Stanach, jako Chavrolet Ford, w Związku Radzieckim, jako Pobieda). Pomimo mody na retro design, żadna firma motoryzacyjna nie miała w planach reinkarnacji tego samochodu. Zastanawiałem się, dlaczego? Może to było dla nich za trudne? (śmiech) Miało to być auto unikalne i luksusowe. I wystartowaliśmy. Trzeba było pozyskać wiele firm do współpracy, nie jestem przecież Leonardo da Vinci.(śmiech) Od startu projektu minęło nieco ponad 2 lata. W listopadzie 2012 roku zacząłem tworzyć pierwsze koncepcje.

GM: Jakie były etapy prac i w jakim momencie znajduje się teraz projekt New Warsaw?

MK: W zasadzie można powiedzieć ze jesteśmy już daleko do przodu. Na początku 4 rysunki koncepcyjne, jakie wykonałem dałem do oceny Internautom, żeby dowiedzieć się, który najbardziej im odpowiada i który chcieliby żebyśmy dalej rozwijali. Wybrany został retro design. Ucieszyło mnie to bardzo, bo to był również nasz typ. (śmiech) Następne prace projektowe trwały pół roku. Potem zaczęliśmy budować model w skali 1:1. Mieliśmy wcześniej wydrukowany model 1: 15, natomiast pewnych aspektów nie było na nim widać. Niektóre przetłoczenia, wyglądały fajnie na modelu 1:15 a w ogóle nie zgrywały się na modelu 1: 1, więc pewne rzeczy trzeba było jeszcze przeprojektować. To nam zajęło kolejne 3-4 miesiące. Jak zakończył się proces projektowania mogliśmy zacząć prace nad samochodem – czyli w sumie jakieś 9 miesięcy od startu. Ktoś może powiedzieć, że 9 miesięcy prac projektowych nad takim modelem, to bardzo mało. Ale my wtedy pracowaliśmy prawie po 24 godziny dziennie. Były takie tygodnie, że wstawaliśmy w poniedziałek rano a kładliśmy się w piątek wieczorem. W naszej ekipie musiał się włączyć chyba system nietoperza. (śmiech) Kolejne kilka miesięcy trwała praca nad gotowym samochodem. Zaczęliśmy w okolicach sierpnia w zeszłym roku. Zatrzymaliśmy się z pracami nad gotowym samochodem od jakiś trzech miesięcy i wróciliśmy do prac projektowych. Trzeba zrobić wszystko tak żeby nie trzeba było wchodzić przez okno i żeby drzwi się w dobrą stronę otwierały. Ostatnio niezależna firma zrobiła nam ekspertyzy i oznaczyli, że 80% prac mamy skończonych. Zostało 20% najcięższej pracy, bo to jest wykonanie i dopieszczenie wnętrza. Z zewnątrz New Warsaw jest już gotowy i jeździ.


GM: Kiedy planujecie skończyć?

MK: To jest bardzo trudne do przewidzenia, ponieważ budujemy w systemie reakcji łańcuchowej. Na przykład zaczynamy od projektu wnętrza, później wykonamy formy, potem je odbijemy i zrobimy tak zwane pozytywy a na końcu dopiero będzie mogła wejść firma, która będzie obszywała to skórą itd. Wystarczy, że jeden element nie zostanie zgrany w czasie i mamy opóźnienie. Ja osobiście uważam, że jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to w przeciągu pół roku będziemy mieli gotowy samochód łącznie z homologacją. Pracujemy nad tym po 18-20 godzin w pracowni lub w garażu. Nie ukrywam, nie mogę się doczekać! Chciałbym w końcu przejechać się tym samochodem! (śmiech)

GM: Jako projektant odpowiadasz za to, żeby gotowy samochód New Warsaw jak najlepiej wyglądał, ale też sprawdził się na drodze. Zatem jesteś projektantem i konstruktorem w jednej osobie?

MK: Jeżeli chodzi o taki projekt jak New Warsaw, to, jeśli ktoś chce się w to poważnie zaangażować, czyli zaprojektować a następnie zbudować samochód to musi być przygotowany na wielozadaniowość. Ja chyba jestem takim facetem, który lubi być aktywny. Oprócz pracy nad projektem New Warsaw, prowadzę pracownię projektową i szkołę rysunku, tak zarabiam „na chleb”. Mam też swoją pasję „niesamochodową”, którą jest skakanie na rowerze. A wracając do tematu samochodu to moim zdaniem najtrudniejszą kwestią jest znaleźć odpowiednią grupę ludzi, którzy są takimi samymi pasjonatami. Na początku zaraziłem moją pasją swoich uczniów rysunku. Oczywiście, wtedy nie wiedzieliśmy, co z tego wyjdzie, ale ja byłem pewny, że nam się uda. Do dzisiaj jeden z nich z nami pracuje. Pojawiali się też inni. Jedni przychodzą inni odchodzą. Tak to już jest i ja to rozumiem. Do dzisiaj często pracujemy za darmo. Tak naprawdę, pieniądze nie są dla nas ważne. To jest dodatek, taka wisienka na torcie, który uda nam się upichcić (śmiech).

GM: Ale pieniądze przecież są ważne?

MK: Jasne przecież szukając sponsora czy inwestora muszę podać mu jakąś kwotę. Skąd mam wiedzieć ile cały projekt będzie kosztować, skoro nigdy nie budowałem takiego samochodu? Na pewno nie uda się przewidzieć wszystkiego na 100%. Zainteresowanie sponsorów tematem, jest bardzo trudne, trzeba się przy tym solidnie napracować, tym bardziej jak ma się tylko kilka fajnych wizualek i same pomysły. Spędzamy bardzo dużo czasu: na telefonie, na mailu, w trasie. Muszę też dbać o reklamę. Im więcej informacji w mediach tym łatwiej jest znaleźć sponsorów i partnerów. Byliśmy pierwszą firmą, która zajęła się takim projektem w Polsce i nawet zapoczątkowaliśmy modę na retro samochody. Fajnie jest wiedzieć, że ktoś zobaczył w tym potencjał. Miło jest też jak ktoś gdzieś na drugim końcu Polski, zagada: „O to pan buduje ten samochód?”.

GM: No to w podsumowaniu tej części naszej rozmowy zapytam może tak nieprofesjonalnie, ale czym dla Ciebie jest design?

MK: Kurczę, ciężko powiedzieć. Czasami jest tak, że nie mogę znaleźć tego, co mi odpowiada, np. w przypadku samochodu, chciałbym jeździć takim, jaki mi się podoba, ale nie ma go na rynku. Więc, ponieważ mam kreatywny umysł, to przerzucam to, co mam w głowie lub co siedzi w głowie naszego zespołu na gotowy produkt. To takie moje wyobrażenie tego tematu. Natomiast ogólnie, design to jest teraz najistotniejsza rzecz, jeżeli chodzi o sprzedaż w ogóle. Ludzie teraz kupują oczami. Klient chce mieć coś ładnego, co mu odpowiada wizualnie a nie koniecznie jest funkcjonalne. Na przykład Range Rover Evoque. Technologicznie nie jest bardzo zaawansowany, a sprzedaje się rewelacyjnie na całym świecie. Wszystko dlatego, że w tym samochodzie postawili bardzo mocno na jego design.

GM: Korzystałeś z crowdfoundingu. W zamian za wsparcie, oddałeś w zasadzie najważniejszą decyzję w tym projekcie o tym, jaki kształt będzie miał samochód? Co o tym sądzisz? Czy Twoim zdaniem produkty będą stawały się coraz bardziej zależne od opinii publicznej? Planujesz takie akcje w przyszłości?

MK: To szczerze powiedziawszy nie była najtrafniejsza decyzja, jednak my chcieliśmy poprzez to głosowanie zaznaczyć, że ten projekt jest społeczny. Bo wiesz, głosowanie, głosowaniem, ale ludzie mogą wyrazić przy okazji swoją opinię. Oczywiście wszystkim nie dogodzisz, bo jeden powie, że za długi, drugi, że za krótki. Gdybyśmy chcieli każdemu dogodzić to nasze auto miałoby 7 drzwi, 8 kół, z czego każde inne, do tego wielką Syrenę na masce i do tego Pałac Kultury na plecach. (śmiech) Wydaje mi się, że dobrym porównaniem jest Fiat 500 i Maybach. Nowy Fiat 500 nawiązuje do tego starego, ale Maybach już nie. Jeżeli wykorzystujemy nazwę Warszawa, to ludzie chcą widzieć starą Warszawę i retro design. Nie ukrywam, że nie było zbyt dużo pomysłów, które chcieliśmy wrzucić do siebie, ale na pewno zwracaliśmy uwagę na to, jakie są potrzeby.

GM: Ale osoby, które podejmowały te decyzje raczej nie są z grupy docelowej, która mogłaby sobie pozwolić na zakup tego samochodu.

MK: Tak i na to też trzeba zwrócić uwagę. Pojawiają się też przy tym zarzuty, dlaczego nie budujemy samochodu „dla ludu”. My oczywiście chcielibyśmy, ale taki koszt to, nie wiem, 100 mln dolarów żeby ruszyć minimalną nawet produkcję. To są pieniądze, których nie jesteśmy w stanie pozyskać. Planujemy teraz zbudować kilka samochodów ekskluzywnych i na tym zbudować kapitał. Sprzedając samochód za 1,5 mln w ilości 10 sztuk mamy w teorii 15 milionów. Od tego odliczymy podatki, koszt budowy i w efekcie nie zostanie z tego już tak dużo. Myślimy też o dwuosobowym samochodzie elektrycznym i to jest do zrobienia tylko, że do tego trzeba zupełnie inny kapitał. To już nie będzie samochód budowany ręcznie tak jak New Warsaw, ale to jest do zrobienia, tylko trzeba iść powolutku. Trzeba jeść tę zupę małymi łyżkami. Gdybyśmy po Warszawie nie mieli pomysłów co dalej, to moim zdaniem cały projekt straciłby sens.

GM: Siedź w kącie a w końcu Cię znajdą. Czy Twoim zdaniem, żeby zrobić taki projekt można mieć takie podejście?

MK: Musisz wiedzieć czy jesteś osobą przebojową, kreatywną, charyzmatyczną, czy masz w sobie siłę perswazji. To jest bardzo istotne i ja widziałem to najlepiej po swojej ekipie, którą na początku wdrażałem w temat. Na targach widziałem, że chłopaki nie radzą sobie z rozmową, mimo że czują ten temat, ale jeszcze nie do końca wiedzą jak o tym mówić z pasją tak żeby kogoś przekonać. Czasami na tym, w jaki sposób o czymś mówisz opierają się spotkania i rozmowy. Tak było z Getin Bankiem. Dyrektorka powiedziała, że tylko dlatego wspierają nas finansowo, bo widzą w tym wszystkim power jak jej o tym opowiadam. Więc trzeba się zastanowić, czy w nas to „coś” jest. Z drugiej strony nie można zamykać się w jednym kierunku. Ja nigdy nie szedłem tylko i wyłącznie w jednym kierunku. Być może to jest super, żeby robić jedną rzecz, ale niech coś się wydarzy i nie będę mógł już nigdy nic zrobić. No i trzeba też pracować. Pamiętam jak zaczynałem skakać na rowerze ileś lat temu, to mnie nauczyło dążenia do celu, starania się o coś i tego, że bez ciężkiej pracy niczego nie osiągnę. Nawet, jeżeli siedzę w domu, rysuje i raz na jakiś czas wysyłam prace na konkurs to mam świadomość, że aby coś osiągnąć trzeba naprawdę ciężko pracować. Pamiętam, że jak miałem 12 lat, rozwoziłem ulotki. Miałem marzenia, które chciałam realizować. Może dla kogoś one były głupie, ale teraz z perspektywy nie wydaje mi się wcale, że były głupie, były moje. Wracając do pytania, nie ma co siedzieć i czekać na okazje. To jest jak z tym kawałem: Facet modli się do Boga: Panie Boże daj mi w końcu wygrać w totolotka. Na co odpowiada mu Bóg: To w końcu wyślij kupon! (śmiech)

GM: Oprócz Twojego sztandarowego projektu New Warsaw, wydaje mi się, że jesteś strasznie zajętym gościem. Wziąłeś udział w Mam Talent, ostatnio zdobyłeś wyróżnienie w konkursie organizowanym przez Mazdę. Jaką rolę odgrywają konkursy w Twoim życiu? Kolekcjonujesz nagrody i trofea czy może chcesz się sprawdzić?

MK: Na pewno jest to forma sprawdzenia się. Nie musisz dostać jakieś oszałamiającej kwoty, wystarczy nawet dyplomik. Ktoś ocenia zgłoszenia i daje nam sygnał, że to co robię podoba się tylko nie mi czy naszej grupie, ale podoba się też szerszemu gronu. Kiedyś tak miałem, że brałem udział w konkursie i byłem pewny, że moja praca na pewno wygra. A później okazywało się, że wcale tak nie jest, dzięki czemu uczyłem się pokory. Sprawdzasz też jaki jest poziom tego ogólnego designu, patrzysz na jakim etapie teraz jesteś czy idziesz do przodu czy się cofasz czy stoisz w miejscu. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jeżeli moja praca po paru tygodniach dalej mi się podoba to znaczy, że się zatrzymałem w miejscu. Co jakiś czas powinieneś powiedzieć sobie, „to co robiłem pół roku temu to jakaś totalna tragedia, jak ja wtedy rysowałem!” Po tym poznajesz, ze faktycznie się rozwijasz. Konkursy po prostu pozwalają Ci się rozwijać. No a jeżeli stratujesz w naprawdę dużym konkursie, to wiadomo, że na to patrzą firmy. Tam już nawet nie musisz być laureatem. Często firmy przeglądają wszystkie prace i spodoba im się wyróżniona lub w ogóle nienagrodzona praca. Mnie naprawdę cieszył konkurs Mazdy. Było dużo słów pozytywnych. To był konkurs na naprawdę na wysokim poziomie, dodatkowo był też medialny. Co ciekawe, jak były jakieś artykuły w mediach, to żeby zobrazować te artykuły pojawiała się nasza praca a nie zwycięzcy. To też był dla nas taki dodatkowy smaczek. Uczymy się na tym, ale to daje nam dodatkowego kopa. Tego nie wynagrodzą pieniądze.

GM: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

MK: Dziękuję.